RSS

Home sweet home

Wylądowaliśmy szczęśliwie na Okęciu. Bagaże i rowery też doleciały, chociaż czas oczekiwania na odbiór rzeczy przekroczył godzinę. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to „gorące” powitanie jakie nam pogoda przygotowała. Temperatura -20 nie mieści się w głowie, szczególnie jeśli przez ostatnie tygodnie słupek rtęci nie pokazywał mniej niż +20 stopni.

Teraz niestety powrót do rzeczywistości, do pracy i codziennych zajęć 😦 Nic przyjemnego. Ale mam nadzieję, że w weekend uda się przygotować galerię zdjęć oraz podsumowanie naszej wyprawy. Tak więc jeśli w przyszłym tygodniu będziecie się nudzili w pracy 🙂 zajrzyjcie jeszcze na bloga. Mam nadzieję, że kilka ciekawych rzeczy uda się zamieścić.

Reklamy
 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 2 lutego 2012 w Polska

 

Tagi: , , , , , , ,

To już niestety koniec

Ostatnie 200 km do Hanoi nie bylo dla nas laskawe. Kilkanascie stopni, wiatr i blotko – tym zegnal nas Wietnam. Najlepiej widac na zdjeciach jak wygladala „trasa wojewodzka” w Wietnamie, a konkretnie szosa 21B.

Teraz siedzimy w cieplym hotelu w Hanoi (na reszcie jakis hotel ma ogrzewanie!) i z przykroscia stwierdzamy, ze nasza wyprawa dobiega już końca. Dwa miesiace zleciały bardzo szybko i okazały się być zdecydowanie zbyt krótkim czasem, aby zwiedzić wszystkie ciekawe miejsca w Kambodży, Laosie i Wietnamie, a do tego solidnie poleniuchowac 😦

Podsumowując krótko naszą wyprawę … W sumie przejechaliśmy na naszych rowerka 2550 km. Były chwile lepsze i gorsze, drogi latwe i wyboiste, a przygody wesołe i trochę bardziej bolesne. Z całą jednak pewnością możemy stwierdzić, że ASIA EXPEDITION 2012 ZAKONCZYLA SIE SUKCESEM !!!

Jutro wsiadamy w samolot, a na Lotnisku Chopina możecie nas oczekiwać we środę o godz. 14.20. Liczymy na czerwony dywan i szampana 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 stycznia 2012 w Wietnam

 

Tagi: , , , , , , ,

Ninh Binh i rezerwat Pu Luong

Do Ninh Binh dotarliśmy jeszcze przed świtem. Od razu na przystanku autobusowym (czyli na środku głównej drogi) przechwycił nas właściciel pobliskiego hotelu. Początkowo średnio chcieliśmy tam zostawać myśląc, że to kolejny nagabywacz, ale ponieważ godzina 4 rano nie jest zbyt miłą porą na szukanie hotelu zostaliśmy u p. Xuan. Jak się potem okazało opłaciło się – pokoje bardzo ładne, knajpa na miejscu (chociaż niestety jedzenie średnio smaczne), a co najwazniejsze właściciel jest lokalnym przewodnikiem.

Samo Ninh Binh nie ma specjalnie wielu atrakcji do zaoferowania, tak więc za namową p. Xuan’a zrezygnowaliśmy z 2-dniowej wycieczki do Cuc Phuong (dalej trwa Tet, więc nie wiadomo czy coś można tam zorganizować) i pojechaliśmy do wiosek mniejszości w rezerwacie Pu Luong.

Wbrew naszym obawom wycieczka níe byla nastawiona na typowych bialasow i wreszcie udalo nam sie zobaczyc prawdziwa wietnamska wies! Jednak sa jeszcze takie miejsca gdzie ludzie zyja w bambusowych chatach i gdzie mozna pooddychac czystym gorskim powietrzem. Co najwazniejsze dzieki przewodnikowi moglismy chodzic po gorskich sciezkach od wioski do wioski, bez ryzyka zabladzenia. Co wiecej moglismy zatrzymac sie w kilku domach na herbate oraz bimber nazywany tu szumnie winem. W zaleznosci od gospodarstwa byl on wytwarzany z ryzu, bananow lub kukurydzy. Ten ostatni jako jedyny przypominal nasz bimber w kwestíi swej mocy. Niesamowicie inni okazali sie tez ludzie. Biedni, zmeczeni ciezka praca przy uprawie ryzu, a jednak goscinni, zyczliwi i weseli. Poza poznaniem lokalnej kultury mielismy tez mozliwosc podziwiania niesamowitych widokow jakie tworza wietnamskie gory. Nocleg w bambusowej chacie na palach byl rowniez swietny, chyba najlepiej wyspalismy sie jak dotad w Wietnamie. Wisienka na torcie byla swiateczna kolacja z okazji Tet u lokalnej rodziny. Okazalo sie ze wietnamska kuchnia jest naprawde niezla! Tylko musi byc prawdziwa, a nie dostosowywana do turystow.

A jutro znowu w droge. Zostaly nam tylko dwa dni jazdy, ale zamierzamy je spedzic dosc intensywnie. Do zrobienia jeszcze okolo 200 km, a potem juz tylko Hanoi 😦

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 28 stycznia 2012 w Wietnam

 

Tagi: , , , , , , , , ,

Hue

Kolejna miejscowość na naszym szlaku to Hue. Dotarliśmy tutaj w kilka męczących godzin pedałowania w silnym wietrze i deszczu, a na domiar złego większość knajp i sklepów zamkniętych była z powodu Tet.

Mała dygresja na temat wietnamskiego Tet. Dla turystów to niestety ciężkie dni. Wszystko jest kosmicznie drogie, w środkach transportu nie ma miejsc, a co najgorsze – większość knajp jest zamkniętych. Otwarte sa tylko te dla bialasow, wiec ani jedzenie nie jest smaczne, a ceny astronomiczne. Jedyne atrakcje, to ładnie oświetlone miasta i piękne pokazy sztucznych ogni.

Ale wracająco do Hue. Miasto ładne z dużą ilością zabytków do zwiedzania. Nam udało się zobaczyć Twierdze obejmującą Cesarskie Miasto i Zakazane Miasto oraz pagode Thien Mu (symbol miasta). Co ciekawe Cesarz mieszkał na terenie twierdzy aż do 1945 roku, tak więc można obejrzeć zdjęcia z różnych uroczystości na cześć władcy. Wygląta to zupełnie nierealnie, ponieważ tego typu uroczystości znane są raczej z książek niż zdjęć. Niestety nie udalo sie nam zwiedzic Grobowcow Nguenow, bo kolejny dzien zaszczycil nas ulewnym deszczem, tak wiec wycieczka rowerowa byla srednio przyjemna.

Po odpoczynku w Hue mieliśmy jechać do Hanoi. Niestety pogoda panująca obecnie w tej części Wietnamu nie sprzyja pedałowaniu – kilkanaście stopni, porywisty wiatr i deszcz to nie warunki na zrobíenie 780 km w 6 dni. Dlatego też przerzucamy się sleeping bus’em do Ninh Binh, a potem na treking do parku narodowego Cuc Phuong.

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 25 stycznia 2012 w Wietnam

 

Tagi: , , , , , , , , ,

Hoi An

Opuscilismy piekne plaze Nha Trang. I tu kolejne doswiadczenie w podrozowaniu. Jechalismy do Hoi An sleeping bus’em. Tym razem za nasze rowerki musielismy zaplacic tyle samo co za miejsce w autobusie. Mielismy jednak szczescie, bo rowery zostaly kulturalnie zapakowane do luku razem z naszymi bagazami. Pozostali pasazerowie nie mieli tyle szczescia – ich torby musialy isc do srodka autobusu, poniewaz luk bagazowy wykorzystywany jest przez lokalsow do przewozu towarow. Byli rowniez i tacy, ktorzy na miejsca lezace sie nie zalapali, w zwiazku z czym podrozowali lezac w przejsciu miedzy siedzeniami 🙂 Ale to i tak luksus, bo jest Tet i generalnie ciezko dostac miesjce w jakimkolwiek srodku transportu.

Do Hoi An dotarlismy z samego rana i od razu ruszylismy na zwiedzanie miasta, ktore w przewodniku bylo bardzo zachwalane. Nie rozczarowalismy sie, bo miasteczko jest rzeczywiscie bardzo ladne. Jest zupelnie inne w porownaniu do tego, co do tej pory widzielismy, poniewaz jest w nim sporo wplywow chinskich i japonskich. Niskie stare domy z ciekawymi fasadami i dachami. Bardzo ladne swiatynie z kolorowymi smokami. Male sklepiki z roznego rodzaju pamiatkami i kolorowymi obrazami. Wszystko to tworzy bardzo fajny klimat, a spacer uliczkami jest bardzo przyjemny. Po zmroku miasto wygladalo jeszcze ladniej, poniewaz bylo udekorowane z okazji Tet. Kazda uliczka starego miasta, kazdy sklepik czy knajpa byla oswietlona lampionami. Mysle, ze jak na razie bylo to najladniejsze miasto jakie odwiedzilismy w Wietnamie,

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 22 stycznia 2012 w Wietnam

 

Tagi: , , , , , , ,

Plaża, dzika plaża ….

Da Lat miasto bardzo przyjemne, ale popołudniowe ulewy średnio przypadły nam do gustu. Po krótkim odpoczynku (tylko 100 km i to bez bagażu po okolicznych górach) ruszyliśmy w stronę wybrzeża do Nha Trang. Motywacja pokonania 150 km w jeden dzień była spora, bo czekały na nas szerokie i piaszczyste plaże oraz ciepła woda morza. Zanim jednak tam dotarliśmy czekało na nas sporo pogodowych niespodzianek.

Wyjeżdżając z Da Lat mieliśmy całkiem przyjemną rowerową pogodę. Słońce za chmurami, temperatura koło 20 stopni … nic tylko kręcić pod górę. Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy wjechaliśmy w las deszczowy. Pojawiła się gęsta mgła, widocznosc spadla do kilku metrow, na naszych okularach zaczela osadzac sie warstwa wody, a z kaskow splywac calkiem solidna rzeka 🙂 Ciezko sie tak jechalo, biorac pod uwage, ze lokalsi nie zwykli wlaczac przy takich warunkach oswietlenia w swoich pojazdach. Jedyne ostrzezenie to sygnal dzwiekowy. Droga byla na prawde malownicza, mijalismy przepiekne wodospady (dziwne ze tutaj nie przyjezdzaja wycieczki) i gesty las. Szkoda tylko ze doliny zasnute byly w calosci mgla i nie moglismy podziwiac widokow.

W takich warunkach dotarlismy na przelecz. Podobno jest ona najwyzsza w Wietnamie – z naszych przypuszczen i relacji miejscowyc – ok. 1800 m n.p.m) Szczesliwi, ze to juz koniec podjazdu zaczelismy 35 kilometrowy zjazd. Zapaleni kolarze na pewno zdziwia sie tym co teraz napisze – zjazd nie byl przyjemny 😦 Z powodu mgly, potem ulewnego deszczu (nota bene cieplego jak letni prysznic), wielu zakretow i naszych bardzo ciezkich rowerow, wiekszosc czasu zaciskalismy hamulce. Zaciskalismy je na prawde mocno, bo po kilku kilometrach mielismy zdretwiale palce, a jak sie potem okazalo klocki hamulcowe praktycznie cale  sie wytarly.

Na szczescie jak wszystko i zjazdy sie kiedys koncza (nie sadzilam, ze kiedys uciesze sie z konca zjazdu) i to do tego knajpa oraz malym przejasnieniem na niebie. Dalej juz jechalismy w ludzkich warunkach, bo towarzyszyla nam jedynie mala mzawka 🙂 a Nha Trang powitalo nas sloncem na koniec dosc wyczerpujacego dnia.

Nha Trang przypadlo nam do gustu. Plaza bardzo ladna (chociaz nie dzika), duzo knajpek i swietna indyjska restauracja. Do tego – jak na wietnamskie warunki – cisza i spokoj. Na prawde bardzo mile miejsce.

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 20 stycznia 2012 w Wietnam

 

Tagi: , , , , , ,

Ho Chi Minh – Da Lat

Opuscilismy HCM bez wiekszych problemow (moze dlatego, ze wyjazd zaplanowalis na 6 rano). Ruch byl na prawde bardzo maly i milo bylo chociaz raz przejechac przez miasto nie walczac o zycie 🙂 Jednak autostrada nr 1, ktora mielismy podazac przez kolejne kilometry  zaserwowala nam malo przyjemna niespodzianke, juz po opuszczeniu granic miasta. Mielismy istna przeprawe przez korki TIRow, rzeke skuterow i kleby dymu. Bylismy na prawde bardzo szczesliwi, gdy wydostalismy sie z tego Sajgonu, ale bylo to dopiero po 2 godzinach jazdy.

Przed soba mielismy 4 dni jazdy do Da Lat, 300 km i wizje wielu podjazdow. Mielismy rowniez nadzieje, ze w koncu wyjedziemy z terenu zabudowanego (ktory ciagnie sie od samej granicy z Kambodza, czyli od ok. 700 km) i obejrzymy jakies ladne widoczki.

Na szczescie nasze marzenia sie ziscily. Ruch sie zmniejszyl. Pojawily sie gory porosniete plantacjami herbaty i kawy. Nawet poczulismy zapach kwiatow a nie spalin 🙂 Obejrzelismy po drodze rowniez bardzo ladny wodospad – najwyszy w Wietnamie (Dambri Falls), przy okazji odwiedzajac osobliwy park rozrywki, w ktorym nie spotkalismy ani jednej osoby. Ku naszej radosci podjazdy tez byly (w koncu trzeba rozpoczac przygotowania do sezonu), w tym ten ostatni do samego Da Lat liczacy 10 km.

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 16 stycznia 2012 w Wietnam

 

Tagi: , , , , , ,